Chcę,żeby twój świat zaczynał
i kończył się na mnie.
Wielkie drapacze chmur nie robiły już na mnie wrażenia, sam przecież pracuję w takim wielkim gmachu. Bardzo lubię to miejsce, przez duże szklane okna można zobaczyć samo serce Tokio. W godzinach porannych panuję na prawdę duży ruch, ulice są zakorkowane, dlatego cieszę się, że to mój szofer zmaga się z tym problemem, a ja tylko umilam sobie czas, obserwując przechodniów przez zaciemnione szyby.
Spało mi się niesamowicie, wstając czułem się jak grecki bóg. Zgaduję, że jest to spowodowane tym, że wczorajsze zbliżenie było na prawdę wyczerpujące. Jako szef, mogę pozwolić sobie na drobne spóźnienia, przecież przed nikim nie muszę się tłumaczyć. Przewróciłem się na drugi bok i rozkoszowałem zapachem świeżo skoszonej trawy dochodzącym zza otwartego na oścież okna.
Zrzuciłem z siebie czarne bokserski, tym samym wchodząc do kabiny. Dla mnie jest to najlepsze orzeźwienie z samego rana - lodowaty prysznic. Część niezmienna mojej porannej rutyny, chwila przeznaczona tylko dla mnie. Zmyłem z siebie cały wczorajszy pot, kropelki wody spadały na moje - nadal rozgrzane ciało. Nie rozumiem, dlaczego wkoło uważają mnie za seksoholika. Przecież nie okazujemy sobie z Ino publicznie miłości, ani nic z tych romantycznych rzeczy. Już wspominałem, że jesteśmy nietypową parą. Nie chadzamy na randki, nie mam ustawionego jej zdjęcia na tapecie w moim telefonie. Ale byłbym idiotą, gdybym zapomniał o tym jednym małym, głupim incydencie - Ino jak zwykle wpadła na bardzo szalony i głupi pomysł. W krótkiej sukience z głębokim dekoltem i wycięciem na plecach, jak gdyby nigdy nic, przyszła do mojej firmy. Rzuciła się na mnie w ułamku sekundy, zupełnie jakbyśmy nie widzieli się wieczność. Sekretarki musiały słyszeć jej głośne jęki, ale nie wypytywały mnie o to. Chyba właśnie tamtego dnia zaczęły plotkować. Nie żeby mnie to obchodziło, ale nie lubię, gdy z buciorami wchodzą w moje prywatne sprawy.
Wychodząc z kabiny prysznicowej chwyciłem za biały bawełniany ręcznik. Dokładnie starłem z mojego ciała wszystkie krystaliczne kropelki wody. Jako pierwsze oczywiście bokserki 'Uchiha'. Będąc już niemalże suchym, zorientowałem się, że nie wziąłem flanelowego szlafroka. Przeczesałem niedbale jedwabne włosy i skierowałem się do sypialni. Byłem pewien, że Ino jeszcze śpi. Zawsze odsypia ostry stosunek. Momentami myślę, że kiedyś ją wykończę.
Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem że duże obramowane łóżko, pościelone czerwoną pościelą jest puste. Czyżby już wyszła? Bez śniadania? No cóż, może spieszyła się. Sesje zdjęciowe zwykle odbywają się w godzinach porannych.
Zarzucając na siebie białą koszulę, poczułem miękkie dłonie na szyi. Nie trudno było zgadnąć, że należą do mojej blondynki. Zrobiła to tak chaotycznie, ze mógłbym pomyśleć, iż ktoś właśnie próbuję mnie omamić, by potem okraść.
- Naprawdę musisz iść? - wyczułem smutek w jej melodyjnym głosie.
- Muszę, kocie. - westchnąłem, pomimo, że na prawdę lubię moją pracę. Tam odreagowuję. Jest to dla mnie pewnego rodzaju odskocznia. Opuszki jej palców zatrzymał się na moim pasku, jeszcze chwila, a zaraz go rozepnie. Uparciuch.
- Ino, naprawdę muszę iść. - Przyjdę to skończymy. Zrobiło mi się gorąco na samą myśl. Nie jest jedyną kobietą, z którą sypiałem, ale jest w tym najlepsza.
- Może odwiedzę cię w biurze? - syknęła, próbując powstrzymać chichot. Humorek jej dzisiaj stanowczo dopisuje. Była tak blisko mnie, że czułem jej oddech przy moim uchu. Lekko przegryzła małżowinę uszną. Jej ręce zakleszczyły się teraz na moim czarnym krawacie. Z wdziękiem za nigo pociągła i okręciła sobie mnie wokół palca.
- To nie jest dobry pomysł. - odpowiedziałem stanowczo. Nie chciałbym powtórki z rozrywki, wolę nie dawać prasie powodów, by mieli, o czym namiętnie plotkować. Mój ciepły oddech wylądował na jej czole. Złożyłem na nim namiętny pocałunek, po czym oderwałem ją od siebie.
- Muszę iść. - Dzisiaj przychodzi do nas nowa sekretarka i oczywiście wszystko na mojej głowie. Proszę, nie narób wstydu, przychodząc w samej bieliźnie. - zaśmiałem się, ale byłem całkowicie poważny.
- Mmm.. kuszące. - jąknęła cicho. - Tylko jej nie podrywaj. - zachichotała, wpatrując się w moje czarne tęczówki.
- Tego możesz być pewna. Jej wargi wprost prosiły się o złożenie na nich pocałunku. Nie opierałem się, z trudem go nawet przerwałem. Pośpiesznie zarzuciłem czarną marynarkę, biorąc przy okazji kluczyki do Ferrari.
Czekając na windę, w dalszym ciągu czułem na ustach posmak jej malinowego błyszczyku. Często całuję mnie tak mocno, by szminka zostawiła ślad na moich wargach, jakby chciała dać wszystkim do zrozumienia, że jestem zajęty. Nie musi się bać, że ktoś mnie jej odbierze, bo to niemożliwe. Fakt, wielu kobietom się podobam, ale gdyby poznały mnie bliżej, z pewnością szybko by zrezygnowały z oferty.
Dziś jest szczęśliwy dzień - obyło się bez korków. Bez najmniejszego problemu przejechaliśmy pół miasta. Stanąłem pod wielkim drapaczem chmur. Pogoda dopisywała, chmury były niemal niewidoczne. Jedynym minusem tak parnej temperatury jest to, że w garniturze szybko się pocę, a nie mogę do zdjąć. Muszę się dobrze prezentować, jako prezes i szef na wszelakich rozmowach z klientami.
Promienie słonecznie odbijały się od wszystkich szklanych okien. Było ich bardzo dużo, nie byłbym w stanie ich policzyć nawet, gdybym chciał. Wychodząc z czarnego Ferrari, uderzyła we mnie fala gorąca, ale starałem się o tym nie myśleć. Od razu skierowałem się do głównego wejścia, gdzie witał mnie duży szyld, na którym widniało moje nazwisko. Pociągnąłem srebrną klamkę, tym samym trafiając na wzrok sekretarki.
- Witam Panie Uchiha. - szeroko się uśmiechnęła.
- Masz kluczyki? - zapytałem.
- Tak, oczywiście. Szybko zabrałem swoją własność. Rozpiąłem wreszcie marynarkę, bo jeszcze chwila, a przysięgam, że ugotuję się żywcem.
- Panie Uchiha.. - odwróciłem się patrząc na Mariko. Jest szczupłą wysoką kobietą, o śnieżnobiałych zębach i pełnych wargach. Lubię ją, często pomaga mi z interesami. Ale nie jest moim obiektem zainteresowań.
- Tak?
- Dobrze Pan dziś wygląda. - znów się uśmiechnęła, pesząc się. Gołym okiem można było dostrzec lekkie rumieńce na jej policzkach. - Jak zawsze. - spuściła głowę.
- Dziękuję, Mariko. - posłałem jej zalotny uśmiech. Niech ma. Czasem lubię poflirtować z koleżankami z pracy. Czy to przestępstwo?
Udałem się do windy, w której wisi ogromne lustro - na życzenie Ino. Nie mogła znieść, że nie może przypudrować noska, kiedy chcę mnie odwiedzić. Mój gabinet jest na prawdę wysoko, trochę odizolowany od reszty budynku, bo lubię ciszę i spokój, gdy pracuję. Ostatnio jest to niemożliwe, ponieważ cały czas ktoś, czegoś ode mnie chcę. Niestety, odeszła jedna z moich sekretarek, musiałem dać jej macierzyński. Mój urlop, który spędzałem z Ino na Malediwach - został zakłócony, kiedy Kiba powiadomił mnie o sytuacji. Powierzyłem mu to zadanie i kazałem zatrudnić najbardziej odpowiednią kandydatkę.
Wchodząc do biura przywitała mnie Ten-Ten. Jest moją asystentką i prawą ręką. Pomaga mi w interesach i jest ogromnym wsparciem, gdy Ino wyjeżdża na pokazy. Traktuję ją jak moją starszą siostrę, ponieważ zawsze wszystko wie najlepiej. Potrafi przewidzieć kłopoty, a ja nigdy jej nie słucham.
- Uu, kogo ja widzę. - zaśmiała się. - Znowu zabalowałeś? - skrzyżowała śmiesznie brwi.
- Daj spokój. - syknąłem, chcąc zakończyć temat. - Myślę, że mocna kawa postawi mnie na nogi.
- Haha i myślisz, że ci ją zrobię? - złapała mnie za krawat, zupełnie jak ino. Uwielbia się ze mną drażnić i nie przeoczy okazji, by zakpić z Ino. Dziewczyny nienawidzą się od samego początku, kiedy próbowałem je ze sobą zaprzyjaźnić. Nie palają do siebie miłością, ale to nie przez zazdrość - w żadnym wypadku. Ten-Ten nie gustuję w mężczyznach, dlatego Ino powinna się cieszyć, że to właśnie z Ten-Ten jestem tak blisko. Nie jest dla niej zagrożeniem.
- To masz rację. - wyrwała mnie z rozmyśla, wyszczerzając swoje zęby perfidnie się uśmiechając. - Przyniosę ci zaraz. - skinąłem głową.
- Będę u siebie. Odwróciłem się napięcie i lekko pchnąłem drzwi. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Lekko zawirowało mi w głowie, poczułem przypływ gorąca i spływające kropelki potu po mojej szyi. Próbowałem pozbierać myśli, ale niestety na próżno. W tamtym momencie wszystko przestało się liczyć, sam nie rozumiejąc, tego, co czuję. Straciłem panowanie nad moim ciałem, które prężyło się na widok różowowłosej. Lekkie ukłucie w klatce piersiowej wyrwało mnie z letargu. Skarciłem się w myślach, starając się wyglądać normalnie. Próbowałem wrócić do rzeczywistości i zachowywać się profesjonalnie, jednak coś skutecznie mi to utrudniało. Nie mogłem się na nią patrzeć. Te blade rumieńce na jej policzkach, wygląda na bardzo młodziutką. Mały zgrabny nosek i duże zielone oczy, które podkreślają jej urodę. O włosach nie wspomnę, czy to są jej naturalne? Nigdy nie spotkałem się z takim kolorem u kobiety. Zastanawiałem się tylko, po co jej te duże czarne zerówki. Próbuję dodać sobie inteligencji? Wyższości? Muszę przyznać, że wyglądem grzeszy, ale naprawdę wszystko zależy od jej kwalifikacji. Sekretarka nie musi być seksowna. Z resztą - Sasuke, idioto. - nie powinienem w ogóle myśleć o niej w ten sposób. Mam swoją kobietę, która teraz w domu za pewne już usycha z tęsknoty. Tylko ciekawe za czym: za mną, czy namiętnym seksem?
- Sakura Haruno. - Kiba przerwał niezręczną ciszę. Popatrzyłem na niego ze zdziwieniem.
- Co? - zrobiło mi się głupio, że dałem się tak omotać.
- Sakura Haruno, lat dziewiętnaście. - uśmiechnęła się. - Metr siedemdziesiąt.
- Sasuke Uchiha. - wymusiłem uśmiech, podając jej dłoń. Lekko ją ścisnąłem, patrząc głęboko w jej zielone tęczówki.
- Nigdy nie spotkałam mężczyzny z czarnymi oczami. - znów posłała mi uśmiech nie odrywając ode mnie wzroku ani na moment.
- Czy możesz rozpocząć pracę od zaraz? - zignorowałam jej poprzedni komentarz. Na te słowa różowowłosa zesmutniała.
- Coś nie tak? - wolałem się upewnić.
- Sasuke, to nie tak. - pokręcił głową mój przyjaciel Kiba. - To nie jest nasza nowa sekretarka... - Chciała odbyć staż i przeprowadzić z tobą wywiad... - zatkał uszy, jakby bał się, że zaraz zacznę krzyczeć. Nie rozumiałem zaistniałej sytuacji, ale nie zależy mi na wywiadach. Zależy mi na sekretarce, bez której nasza firma radzi sobie coraz gorzej.
- Saske mam sporo pracy, zajmij się resztą. - puścił mi oczko, a ja skarciłem go wzrokiem i posłałem mu groźny uśmiech, żeby wiedział, że nie ujdzie mu to na sucho. Policzymy się później. Fuknąłem ze złości i rozgoryczenia. Nie mamy czasu na takie pierdoły, czy Kiba zawsze będzie takim lekkomyślnym dupkiem..
- Piękna fotografia. - nim się obróciłem Sakura stała już przy moim biurku. Przejechała palcem po kryształowej ramce.
- Dzięki. - burknąłem.
- Kim jest ta piękna blondynka? Ma piękne oczy, można byłoby w nich utonąć. - znów się uśmiechnęła, a ja patrzałem na nią z niedowierzaniem. Zadaje mi pytania, których nikt wcześniej mi nie zadawał. Szczerze mówiąc, przez długi czas twierdziłem, że nikt mnie nie zrozumie, i zawsze będę sam. Po zdobyciu fortuny, myślałem, że każdemu chodzi wyłącznie o zysk. A kobiety? Mogłem mieć ich na pęczki, gdybym chciał, ale wolałem nie zostawać spoliczkowanym i zwyzywanym od zboczeńców, dlatego nigdy nie doprowadzałem do drugiej randki. Milczałem jak grób, zwykle wszystkie emocje trzymam w sobie. Nie lubię ukazywać ich światu, bo po co? Gdy ludzie za dużo o tobie wiedzą, potrafią wykorzystać to przy każdej okazji. Myślisz, że to przyjaźń na całe życie, a twój przyjaciel, gdy tylko nadarzy się okazja - wskakuję do łóżka z twoją byłą.
- To moja.. - zawahałem się. - Dobra znajoma.
- Aha. - skomentowała, a ja dopiero teraz dostrzegłem o jakie zdjęcie jej chodzi. Ino podarowała mi tę fotografię parę dni temu, a ja nie zdążyłem znaleźć jej odpowiedniego miejsca, więc zostawiłem ją na biurku. Zdjęcie przedstawia nas - namiętnie się całujących na tle zachodu słońca na Malediwach, który zapierał dech w piersiach.
Sam nie wiem co gadam. Bredzę od rzeczy. Nie wiem, dlaczego przy niej chcę dobrze wypaść, ale to dlatego gubię się we własnych myślach.
- Byłeś w Indiach? - przerwała ciszę.
- To część wywiadu? - zachichotałem widząc jej rumieńce.
- Pytam, bo masz tego porcelanowego słonia. - wytrzeszczyłem oczy patrząc na nią ze zdumieniem.
- Mam takiego samego... - wskazała palcem na figurkę. - Babcia przywiozła mi go właśnie z Indii.
- Faktycznie.. jest z Indii. - odparłem po dłuższym zastanowieniu.
Oboje gwałtownie obróciliśmy się na głośny huk otwierających się drzwi. Nie zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem kobietę o długich blond włosach. Jednak ona zdziwiła się bardzo, widząc mnie przy różowowłosej. Zaraz rozpocznie się poligon wojskowy,
- Witaj kochanie, przeszkadzam? - warknęła sarkastycznie mierząc Sakurę wzrokiem.
- Ja tylko.. - przerwałem jej wypowiedź. - Ino, nie rób scen. - To dziennikarka. - rzekłem zgodnie z prawdą.
- Taka młoda? - zakpiła z niej. Przewróciłem oczami, Sakura starała się uniknąć mojego spojrzenia.
- To ja już może pójdę. - wyszeptała.
- To świetny pomysł. - Ino zaakcentowała drugie słowo, po czym rozpromieniła się.
- Obiecuję, dokończymy później. - posłałem jej uśmiech, a ona go odwzajemniła.
Poczułem zapach jej landrynkowych włosów, gdy przeszła obok mnie z taką gracją. Pewnie nawet nie wie, że kusi. Ino zauważyła błysk w moim oku i szybkim krokiem podeszła do mnie.
wie, że kusi. Ino zauważyła błysk w moim oku i szybkim krokiem znalazła się obok mnie.
Zilustrowałem ją dokładnie. Mimo wcześniejszych stwierdzeń, śmiało mogę powiedzieć, że jest piękna. Jej krótka koronkowa bluzka przylegająca do jej wąskiej talii. Przed kolana spódniczka również w białą koronkę. Nie trudno zgadnąć, że pod spodem nie ma nic. Zrobiło mi się gorąco. Mroczki opanowały moje oczy. Nie raz powtarzali, że Ino jest urodzoną modelką i ma idealną figurę co do cala. Jestem szczęściarzem, że to ja nią obracam. Może chamska uwaga, ale właśnie takiego mnie uwielbia.
- Tęskniłeś? - odezwała się zakleszczając jedną dłoń na szyi. Drugą kierowała w kierunku mojego rozporka. Nie protestowałem. Chciałem tego. Cholera, czy ja na prawdę jestem seksoholikiem? Kolejne uzależnienie? Whisky i pejcze mi wystarczą...
Zsunęła moje bokserki najszybciej jak się dało dotykając mojej męskości. Trochę nie odpowiadały mi okoliczności. Zaraz ktoś może wejść. Nie mam, ani kajdanek, ani stymulatorów. Taki seks mi nie wystarcza.
Zacisnęła dłonie na moim przyjacielu poruszając ustami szybciej i wolniej. Och, Ino jesteś wspaniała. Umiesz rozładować mój stres. Niestety nie zdążę ci się odwdzięczyć. Kupę papierków na mnie czeka.
****