Ino odjechała czarnym Lamborghini parę godzin temu. W spokoju mogłem zająć się przeróżnymi interesami. Przynajmniej tak myślałem. Oprócz spraw biznesowych głowę zaprzątała mi różowowłosa lalka barbie. Nigdy nie widziałem takich oczu. Wprost lśniły troską. Do tego ta krótka czara spódniczka idealnie dopasowana do jej wąskiej talii. Ku mojemu zdziwieniu nie miała dużego dekoltu.. w sumie wcale nie miała. Zazwyczaj, gdy jakaś kobieta przychodzi do mojej firmy pracować ubiera się dość kontrowersyjnie. Chcę pokazać, jaka to ona nie jest. W sumie jako facet nie mogę na to narzekać. Ludzie wzięliby to, jako argument, że faktycznie może jestem gejem. Jakby oceniali wartość człowieka tylko po orientacji, czy wyglądzie.
Mimo, że Yamanaka nie błyszczy inteligencją, to za to nadrabia w innych rzeczach. Moja babcia - jedyna osoba, z którą mam nawet dobry kontakt; czasem ją odwiedzam w jej małej wiosce - strasznie jej nie cierpi. Kiedyś przedstawiłem jej biuściastą blondynkę. Od razu wyczułem tą niechęć do Ino. Później jej zachowanie, tylko potwierdziło moje przekonanie. Babcia uważa, że Ino nie jest za grosz dobrym człowiekiem. No tak, ona ocenia wyłącznie ludzi po tym, czy dają coś od siebie dla innych. Czy pomagają. Coś w tym guście. Tak wychowali jej rodzice, bo pochodzi z naprawdę dobrego domu. Nigdy nie brakowało jej miłości. A Yamanka? To niesamowity duszy grosz. Chciałaby dostać wszystko nic od siebie nie dając.
Pamiętam, że moja babcia niesamowicie kochała zwierzęta, jednak rodzice nigdy żadnego jej nie kupili z powodu uczulenia jej ojca na sierść. Może miała kiedyś rybki. Ale pragnęła z całego swojego czystego serca mieć psa.
Będąc w jej rodzinnym mieście dowiedzieliśmy się, że to ona zrefundowała tamtejsze schronisko oddając przez kilka miesięcy swoją emeryturę. W dodatku założyła jakąś organizację wsparcia. Zdziwiłem się, gdy nie poprosiła mnie o pomoc. Dałbym. Lubię pomagać ludziom. Mam dużo kasy, a nie mam z nią już co robić. Jednak ona uparcie stała przy swoim, że chciała na to sprawiedliwie 'zapracować'.
Yamanka patrzyła na to wszystko z kpną. Uznała,że moja babcia jest czystą wariatką. W tej kwestii akurat się z nią nie zgadzałem. Jest jedyną ważną kobietą w moim życiu. Zawszę mogę się jej wygadać bez ograniczeń i darzę ją ogromnym szacunkiem. Z resztą nie bez powodu. Jest silną osobą i w wielu sytuacjach daje sobie radę sama. Mój dziadek zmarł kilkanaście lat temu na służbie w Wietnamie. Ale to swoją drogą.
- Sasuke, przeszkadzam? - rozległ się głos Kiby po moim dużym gabinecie.
- Właściwie to nie. Coś się stało? - zapytałem z nutką złości.
- Mamy problem. - westchnął.
Dokładnie zilustrowałem go wzrokiem. Zrobił się aż zielony na twarzy. Widzę, że jakaś grubsza sprawa. Nie dobrze.
- Ten sławny projektant, który zajmuję się twoją kolekcją tutaj jest.. - zazgrzytał zębami. - Mówi, że od tygodnia nie dostał projektu, na który zawzięcie czekał, a chyba z pięć razy wysyłał e-maila z przypomnieniem.
Szybko podniosłem się z miejsca i udałem się w stronę drzwi. Na mojej twarzy malowała się wściekłość. Nic nie dostałem. Żadnego listu elektronicznego. Czyżby jedna z moich sekretarek mi, by nie przypomniała? Za co ja im płacę? Myślą, że to nie jest w zakresie ich obowiązków? Mam ochotę wszystkie je zwolnić. Oprócz rzecz jasna Sakury. Jej wina na pewno nie mogła to być skoro zaczęła pracę od dzisiaj.
- Czekaj.. - ręka Kiby mnie zatrzymała przed naciśnięciem docelowej klamki. - Nie możesz tego tak załatwić. Jesteś zły widzę to, a krzykami niczego nie wytargujesz. Nie możesz przecież go stracić nie ma lepszego projektanta.
- Masz rację... - podrapałem się po głowie. - Cholera, i co ja mam zrobić?
- Może ja to załatwię..
Usłyszałem jej landrynkowy głosik. Wyłoniła się tuż sprzed drzwi. To miło z jej strony. Bynajmniej chcę robić coś akurat nad swoje obowiązek. Te suki, które siedzą tylko przed tymi laptopami mogłyby brać z niej przykład. Ale zaraz,zaraz. Co ona tutaj robi? Podsłuchiwała? Po co?
- Podsłuchiwałaś? - od razu ją słownie 'zaatakowałem' .
- Sasuke nie mamy na to czasu. Liczy się każda minuta. - pokazał mi oczyma, bym jej odpuścił. Kurde, od kiedy on taki miły?
- Jasne. - prychnąłem. - Idź, jeśli musisz. - dodałem.
- Dziękuję Sasuke-kun.
Na te słowa zadrżałem. Nawet moja własna dziewczyna tak się do mnie nie zwraca. Ach, no tak zapomniałem. Słowo takie jak 'kultura' jest jej obce. W każdym razie powiedziała to taką z gracją, że aż się głodny zrobiłem.
- Módl się lepiej.. - mój przyjaciel mnie odbijał. Nigdy nie był optymistą.
Chodziłem zestresowany w te i wewte. Siedzi tam już godzinę, a o czym sekretarka może rozmawiać z projektantem? Wydaję mi się, że nie mają wspólnych spraw. A przynajmniej nie powinni mieć. Poprawiłem i trochę poluzowałem swój krawat, po czym chwyciłem za telefon stacjonarny. Mam dość. Ta cisza mnie zabija. Zbyt dużo teraz od niej zależy. Wykręciłem numer do Ten-Ten.
- Witam z tej strony Ten-Ten.. - nie pozwoliłem jej skończyć.
- Sasuke? No co jest? - odpowiedziała trochę chrypowatym głosem.
- Czy Sakura już z nim tą załatwiła?
- Niestety nie. Siedzę tutaj cały czas nie wychodziła jeszcze z biura.. - podparłem się ręką o biurko, po czym odłożyłem słuchawkę. Jeśli nie przekona go o szansę, to leżę. A właściwie cały mój dobytek. Nigdzie nie znajdę tak dobrego projektanta od zaraz. Sakura, proszę Cie..
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 50twarzysasuke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 50twarzysasuke. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 maja 2016
czwartek, 17 marca 2016
Rozdział 2.
Nie mogłem się na nią napatrzeć. Wyglądała jak anioł. No może przesadzam, ale jest na prawdę urocza. Te blade rumieńce na jej policzkach. Mały zgrabny nosek i duże zielone oczy podkreślające jej urodę. A o włosach nie wspomnę. Czy to są jej naturalne? Nigdy nie spotkałem się z takim kolorem włosów u kobiety. Tylko nie wiem po co jej te duże czarne zerówki. Chce dodać sobie inteligencji? Wyższości? Wyglądem grzeszy, ale na prawdę dużo zależy od jej charakteru. Sekretarka nie musi być seksowna, ale bystra i 'mobilna'. Z resztą nie powinienem w ogóle myśleć, że ona jest seksowna. Mam swoją kobietę. Która teraz w domu za pewne już usycha z tęsknoty. Ale ciekawe za czym. Za mną, czy za namiętnym seksem?
- Sakura Haruno. - rozmyślenia przerwał mi przyjaciel. Popatrzyłem na niego ze zdziwieniem. Nie wiedziałem o co mu chodzi.
- Co?
- Sakura Haruno, lat dziewiętnaście . - uśmiechnęła się. - Metr siedemdziesiąt. Mam doświadczenie, pracowałam przedtem również w firmie, ale stosunkowo mniejszej. - nieśmiało opuściła głowę spoglądając na swoje dłonie.
- Yy.. jasne. - podrapałem się po głowie. Po co mi to wszystko wiedzieć? To Kiba jest pośrednikiem. Ja umywam od tego ręce.
- Sasuke Uchiha. - wymusiłem uśmiech podając jej dłoń. Lekko ją ścisnąłem patrząc głęboko w jej tęczówki.
- Nigdy nie spotkałam mężczyzny z czarnymi oczami. - syknęła poważnie nie odrywając ode mnie wzroku.
- A ja nigdy nie spotkałem żywej lalki Barbie.. - odbiłem piłeczkę. Na te słowa różowowłosa tylko zachichotała i jakby zesmutniała. Cóż nie chciałem sprawiać jej przykrości.
- Coś nie tak? - odezwał się Kiba karcąc mnie wzrokiem.
- Nie, w porządku.
- To ja zmykam, Saske. - Zajmę się resztą. - puścił mi oczko, a ja spojrzałem na niego wzrokiem ''Nienawidzę cie cymbale!''. I znowu wszystko na mojej głowie. Ta firma beze mnie, by zginęła. Jestem sercem tego miejsca.
- Piękna fotografia.. - nim się obróciłem Sakura już stała przy moim biurku. Przejechała palcem po kryształowej ramce.
- Dzięki. - burknąłem.
- Kim jest ta piękna blondynka? Ma oczy jak ocean..
Patrzałem się na nią z niedowierzaniem. Czy ona dobrze się czuje.. Zadaje mi pytania których nikt wcześniej mi nie zadawał. W sumie to nawet dobrze mi z tym. Szczerze mówiąc nigdy nie miałem osoby, z którą mógłbym porozmawiać. Twierdziłem, że nikt mnie nie zrozumie. Po zdobyciu fortuny myślałem, że każdemu chodzi wyłącznie o zysk. A kobiety? Pchały się na siłę nie wiedząc jakie mam upodobania. Wyśmiewałem słowa '' Zostanę z tobą na zawsze, choćby nie wiem co, obiecuję!''. Bo tak, by nie było. Prędzej zostałbym spoliczkowany i zwyzywany od zboczeńców. Tak, tak właśnie, by to wyglądało. Milczałem jak grób. Wszystkie emocje trzymałem w sobie. Nie chciałem ukazywać ich światu. Po co? Gdy ludzie za dużo o tobie wiedzą, co cie rani, co cie cieszy to wykorzystują to. Myślisz, że to przyjaźń na całe życie.. a twój przyjaciel gdy tylko nadarzy się okazja wskakuje do łóżka z twoją dziewczyną.
- To moja.. - zawahałem się. - Dobra znajoma.
- Dobra znajoma? I tak namiętnie się całujecie? - zaśmiała się.
Sam nie wiem co gadam. Bredzę od rzeczy. Nie wiem, dlaczego przy niej chcę dobrze wypaść i dlatego się gubię we własnych myślach. Może ta jej inteligencja na mnie tak działa. Tylko raz przeglądnąłem jej CV. Muszę przyznać dziewczyna z ogromnym potencjałem. Nie wiem, dlaczego tak nisko się ceni i pracuję tylko jako sekretarka. Powinna przeprowadzać ze mną wywiad do najpopularniejszej gazety w Tokio, a nie mi usługiwać.
- Tak. Tak to się teraz nazywa. - jej dobry humor podzielił mi się. Była taka roześmiana, a jej oczy krzyczały ''Piękny dziś dzień!''. Ciekawe skąd w niej tyle optymizmu. Widocznie nigdy nie doświadczyła takiego cierpienia jak ja. Nie dodałem, iż moja rodzina zwyzywała mnie od upośledzonych przez moje niepohamowane żądze. Chcieli ze mnie zrobić wariata wsadzając do psychiatryka na dwa lata. Może jestem głupi, brak mi piątej klepki, czasem przesadzę z whisky, ale wiem co to miłość. I wiem, że to co łączy mnie i Ino to tylko seks i chemia. Nie mogę w żadnym stopniu porównać tego do ''miłości''. Czasem chciałbym pogadać z kimś na temat jak mi minął dzień, co u mnie, czy wszystko dobrze. Są to słowa znienawidzone przez większość.. a mi tego brakuje.
Gdy wracam do domu biorę tylko prysznic i spełniam zachcianki Ino. Zwykle przywiązuję ją do łóżka. Ona udaję orgazm lub też nie. Tak, czy siak ten związek to chyba fikcja. Nie wiem, dlaczego teraz o tym myślę i dochodzę do takiego wniosku. Cholera, co się dzieję..
- Byłeś w Indiach? - przerwała ciszę.
- Yyy.. - zapomniałem. Przysięgam. Byłem w tylu miejscach, że nawet nie wiem gdzie.
- Pytam, bo masz tego porcelanowego słonia.. - wytrzeszczyłem oczy patrząc na nią ze zdumieniem.
- Mam takiego samego .. - wskazała palcem na tę cenną rzecz. - Babcia przywiozła mi go właśnie z Indii. - ponownie zaszczyciła mnie swoim pięknym uśmiechem.
- Faktycznie.. jest z Indii. - odparłem po dłuższym zastanowieniu.
Oboje gwałtownie obróciliśmy się na huk otwierających się drzwi. Nie zdziwiłem się w ogóle widząc kobietę o długich blond włosach. Jednak ona zdziwiła się bardzo widząc mnie przy różowowłosej. Zaraz rozpocznie się sekcja.
- Witaj kochanie, przeszkadzam? - warknęła sarkastycznie mierząc Sakurę wzrokiem.
- Ja tylko.. - przerwałem jej wypowiedź. I tak wydawało się jakby nie wiedziała co powiedzieć. Jej twarz znowu zamalowały dwa różowe rumieńce.
- Ino, nie rób scen. To moja nowa sekretarka. - rzekłem zgodnie z prawdą. No bo, o co jej niby chodzi? Ja tu tylko wypełniam swoje obowiązki.
- To ja już pójdę.. - wyszeptała.
- To świetny pomysł. - syknęła.
Poczułem zapach jej landrynkowych włosów, gdy przeszła obok mnie z taką gracją. Pewnie nawet nie wie, że kusi. Ino zauważyła błysk w moim oku i szybkim krokiem znalazła się obok mnie.
Zilustrowałem ją dokładnie. Mimo wcześniejszych stwierdzeń, śmiało mogę powiedzieć, że jest piękna. Jej krótka koronkowa bluzka przylegająca do jej wąskiej talii. Przed kolana spódniczka również w białą koronkę. Nie trudno zgadnąć, że pod spodem nie ma nic. Zrobiło mi się gorąco. Mroczki opanowały moje oczy. Nie raz powtarzali, że Ino jest urodzoną modelką i ma idealną figurę co do cala. Jestem szczęściarzem, że to ja nią obracam. Może chamska uwaga, ale właśnie takiego mnie uwielbia.
- Tęskniłeś? - odezwała się zakleszczając jedną dłoń na szyi. Drugą kierowała w kierunku mojego rozporka. Nie protestowałem. Chciałem tego. Cholera, czy ja na prawdę jestem seksoholikiem? Kolejne uzależnienie? Whisky i pejcze mi wystarczą...
Zsunęła moje bokserki najszybciej jak się dało dotykając mojej męskości. Trochę nie odpowiadały mi okoliczności. Zaraz ktoś może wejść. Nie mam, ani kajdanek, ani stymulatorów. Taki seks mi nie wystarcza.
Zacisnęła dłonie na moim przyjacielu poruszając ustami szybciej i wolniej. Och, Ino jesteś wspaniała. Umiesz rozładować mój stres. Niestety nie zdążę ci się odwdzięczyć. Kupę papierków na mnie czeka.
****
- Sakura Haruno. - rozmyślenia przerwał mi przyjaciel. Popatrzyłem na niego ze zdziwieniem. Nie wiedziałem o co mu chodzi.
- Co?
- Sakura Haruno, lat dziewiętnaście . - uśmiechnęła się. - Metr siedemdziesiąt. Mam doświadczenie, pracowałam przedtem również w firmie, ale stosunkowo mniejszej. - nieśmiało opuściła głowę spoglądając na swoje dłonie.
- Yy.. jasne. - podrapałem się po głowie. Po co mi to wszystko wiedzieć? To Kiba jest pośrednikiem. Ja umywam od tego ręce.
- Sasuke Uchiha. - wymusiłem uśmiech podając jej dłoń. Lekko ją ścisnąłem patrząc głęboko w jej tęczówki.
- Nigdy nie spotkałam mężczyzny z czarnymi oczami. - syknęła poważnie nie odrywając ode mnie wzroku.
- A ja nigdy nie spotkałem żywej lalki Barbie.. - odbiłem piłeczkę. Na te słowa różowowłosa tylko zachichotała i jakby zesmutniała. Cóż nie chciałem sprawiać jej przykrości.
- Coś nie tak? - odezwał się Kiba karcąc mnie wzrokiem.
- Nie, w porządku.
- To ja zmykam, Saske. - Zajmę się resztą. - puścił mi oczko, a ja spojrzałem na niego wzrokiem ''Nienawidzę cie cymbale!''. I znowu wszystko na mojej głowie. Ta firma beze mnie, by zginęła. Jestem sercem tego miejsca.
- Piękna fotografia.. - nim się obróciłem Sakura już stała przy moim biurku. Przejechała palcem po kryształowej ramce.
- Dzięki. - burknąłem.
- Kim jest ta piękna blondynka? Ma oczy jak ocean..
Patrzałem się na nią z niedowierzaniem. Czy ona dobrze się czuje.. Zadaje mi pytania których nikt wcześniej mi nie zadawał. W sumie to nawet dobrze mi z tym. Szczerze mówiąc nigdy nie miałem osoby, z którą mógłbym porozmawiać. Twierdziłem, że nikt mnie nie zrozumie. Po zdobyciu fortuny myślałem, że każdemu chodzi wyłącznie o zysk. A kobiety? Pchały się na siłę nie wiedząc jakie mam upodobania. Wyśmiewałem słowa '' Zostanę z tobą na zawsze, choćby nie wiem co, obiecuję!''. Bo tak, by nie było. Prędzej zostałbym spoliczkowany i zwyzywany od zboczeńców. Tak, tak właśnie, by to wyglądało. Milczałem jak grób. Wszystkie emocje trzymałem w sobie. Nie chciałem ukazywać ich światu. Po co? Gdy ludzie za dużo o tobie wiedzą, co cie rani, co cie cieszy to wykorzystują to. Myślisz, że to przyjaźń na całe życie.. a twój przyjaciel gdy tylko nadarzy się okazja wskakuje do łóżka z twoją dziewczyną.
- To moja.. - zawahałem się. - Dobra znajoma.
- Dobra znajoma? I tak namiętnie się całujecie? - zaśmiała się.
Sam nie wiem co gadam. Bredzę od rzeczy. Nie wiem, dlaczego przy niej chcę dobrze wypaść i dlatego się gubię we własnych myślach. Może ta jej inteligencja na mnie tak działa. Tylko raz przeglądnąłem jej CV. Muszę przyznać dziewczyna z ogromnym potencjałem. Nie wiem, dlaczego tak nisko się ceni i pracuję tylko jako sekretarka. Powinna przeprowadzać ze mną wywiad do najpopularniejszej gazety w Tokio, a nie mi usługiwać.
- Tak. Tak to się teraz nazywa. - jej dobry humor podzielił mi się. Była taka roześmiana, a jej oczy krzyczały ''Piękny dziś dzień!''. Ciekawe skąd w niej tyle optymizmu. Widocznie nigdy nie doświadczyła takiego cierpienia jak ja. Nie dodałem, iż moja rodzina zwyzywała mnie od upośledzonych przez moje niepohamowane żądze. Chcieli ze mnie zrobić wariata wsadzając do psychiatryka na dwa lata. Może jestem głupi, brak mi piątej klepki, czasem przesadzę z whisky, ale wiem co to miłość. I wiem, że to co łączy mnie i Ino to tylko seks i chemia. Nie mogę w żadnym stopniu porównać tego do ''miłości''. Czasem chciałbym pogadać z kimś na temat jak mi minął dzień, co u mnie, czy wszystko dobrze. Są to słowa znienawidzone przez większość.. a mi tego brakuje.
Gdy wracam do domu biorę tylko prysznic i spełniam zachcianki Ino. Zwykle przywiązuję ją do łóżka. Ona udaję orgazm lub też nie. Tak, czy siak ten związek to chyba fikcja. Nie wiem, dlaczego teraz o tym myślę i dochodzę do takiego wniosku. Cholera, co się dzieję..
- Byłeś w Indiach? - przerwała ciszę.
- Yyy.. - zapomniałem. Przysięgam. Byłem w tylu miejscach, że nawet nie wiem gdzie.
- Pytam, bo masz tego porcelanowego słonia.. - wytrzeszczyłem oczy patrząc na nią ze zdumieniem.
- Mam takiego samego .. - wskazała palcem na tę cenną rzecz. - Babcia przywiozła mi go właśnie z Indii. - ponownie zaszczyciła mnie swoim pięknym uśmiechem.
- Faktycznie.. jest z Indii. - odparłem po dłuższym zastanowieniu.
Oboje gwałtownie obróciliśmy się na huk otwierających się drzwi. Nie zdziwiłem się w ogóle widząc kobietę o długich blond włosach. Jednak ona zdziwiła się bardzo widząc mnie przy różowowłosej. Zaraz rozpocznie się sekcja.
- Witaj kochanie, przeszkadzam? - warknęła sarkastycznie mierząc Sakurę wzrokiem.
- Ja tylko.. - przerwałem jej wypowiedź. I tak wydawało się jakby nie wiedziała co powiedzieć. Jej twarz znowu zamalowały dwa różowe rumieńce.
- Ino, nie rób scen. To moja nowa sekretarka. - rzekłem zgodnie z prawdą. No bo, o co jej niby chodzi? Ja tu tylko wypełniam swoje obowiązki.
- To ja już pójdę.. - wyszeptała.
- To świetny pomysł. - syknęła.
Poczułem zapach jej landrynkowych włosów, gdy przeszła obok mnie z taką gracją. Pewnie nawet nie wie, że kusi. Ino zauważyła błysk w moim oku i szybkim krokiem znalazła się obok mnie.
Zilustrowałem ją dokładnie. Mimo wcześniejszych stwierdzeń, śmiało mogę powiedzieć, że jest piękna. Jej krótka koronkowa bluzka przylegająca do jej wąskiej talii. Przed kolana spódniczka również w białą koronkę. Nie trudno zgadnąć, że pod spodem nie ma nic. Zrobiło mi się gorąco. Mroczki opanowały moje oczy. Nie raz powtarzali, że Ino jest urodzoną modelką i ma idealną figurę co do cala. Jestem szczęściarzem, że to ja nią obracam. Może chamska uwaga, ale właśnie takiego mnie uwielbia.
- Tęskniłeś? - odezwała się zakleszczając jedną dłoń na szyi. Drugą kierowała w kierunku mojego rozporka. Nie protestowałem. Chciałem tego. Cholera, czy ja na prawdę jestem seksoholikiem? Kolejne uzależnienie? Whisky i pejcze mi wystarczą...
Zsunęła moje bokserki najszybciej jak się dało dotykając mojej męskości. Trochę nie odpowiadały mi okoliczności. Zaraz ktoś może wejść. Nie mam, ani kajdanek, ani stymulatorów. Taki seks mi nie wystarcza.
Zacisnęła dłonie na moim przyjacielu poruszając ustami szybciej i wolniej. Och, Ino jesteś wspaniała. Umiesz rozładować mój stres. Niestety nie zdążę ci się odwdzięczyć. Kupę papierków na mnie czeka.
****
piątek, 11 marca 2016
Rozdział 1.
Chcę,żeby twój świat zaczynał
i kończył się na mnie.
Wielkie drapacze chmur nie robiły już na mnie wrażenia, sam przecież pracuję w takim wielkim gmachu. Bardzo lubię to miejsce, przez duże szklane okna można zobaczyć samo serce Tokio. W godzinach porannych panuję na prawdę duży ruch, ulice są zakorkowane, dlatego cieszę się, że to mój szofer zmaga się z tym problemem, a ja tylko umilam sobie czas, obserwując przechodniów przez zaciemnione szyby.
Spało mi się niesamowicie, wstając czułem się jak grecki bóg. Zgaduję, że jest to spowodowane tym, że wczorajsze zbliżenie było na prawdę wyczerpujące. Jako szef, mogę pozwolić sobie na drobne spóźnienia, przecież przed nikim nie muszę się tłumaczyć. Przewróciłem się na drugi bok i rozkoszowałem zapachem świeżo skoszonej trawy dochodzącym zza otwartego na oścież okna.
Zrzuciłem z siebie czarne bokserski, tym samym wchodząc do kabiny. Dla mnie jest to najlepsze orzeźwienie z samego rana - lodowaty prysznic. Część niezmienna mojej porannej rutyny, chwila przeznaczona tylko dla mnie. Zmyłem z siebie cały wczorajszy pot, kropelki wody spadały na moje - nadal rozgrzane ciało. Nie rozumiem, dlaczego wkoło uważają mnie za seksoholika. Przecież nie okazujemy sobie z Ino publicznie miłości, ani nic z tych romantycznych rzeczy. Już wspominałem, że jesteśmy nietypową parą. Nie chadzamy na randki, nie mam ustawionego jej zdjęcia na tapecie w moim telefonie. Ale byłbym idiotą, gdybym zapomniał o tym jednym małym, głupim incydencie - Ino jak zwykle wpadła na bardzo szalony i głupi pomysł. W krótkiej sukience z głębokim dekoltem i wycięciem na plecach, jak gdyby nigdy nic, przyszła do mojej firmy. Rzuciła się na mnie w ułamku sekundy, zupełnie jakbyśmy nie widzieli się wieczność. Sekretarki musiały słyszeć jej głośne jęki, ale nie wypytywały mnie o to. Chyba właśnie tamtego dnia zaczęły plotkować. Nie żeby mnie to obchodziło, ale nie lubię, gdy z buciorami wchodzą w moje prywatne sprawy.
Wychodząc z kabiny prysznicowej chwyciłem za biały bawełniany ręcznik. Dokładnie starłem z mojego ciała wszystkie krystaliczne kropelki wody. Jako pierwsze oczywiście bokserki 'Uchiha'. Będąc już niemalże suchym, zorientowałem się, że nie wziąłem flanelowego szlafroka. Przeczesałem niedbale jedwabne włosy i skierowałem się do sypialni. Byłem pewien, że Ino jeszcze śpi. Zawsze odsypia ostry stosunek. Momentami myślę, że kiedyś ją wykończę.
Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem że duże obramowane łóżko, pościelone czerwoną pościelą jest puste. Czyżby już wyszła? Bez śniadania? No cóż, może spieszyła się. Sesje zdjęciowe zwykle odbywają się w godzinach porannych.
Zarzucając na siebie białą koszulę, poczułem miękkie dłonie na szyi. Nie trudno było zgadnąć, że należą do mojej blondynki. Zrobiła to tak chaotycznie, ze mógłbym pomyśleć, iż ktoś właśnie próbuję mnie omamić, by potem okraść.
- Naprawdę musisz iść? - wyczułem smutek w jej melodyjnym głosie.
- Muszę, kocie. - westchnąłem, pomimo, że na prawdę lubię moją pracę. Tam odreagowuję. Jest to dla mnie pewnego rodzaju odskocznia. Opuszki jej palców zatrzymał się na moim pasku, jeszcze chwila, a zaraz go rozepnie. Uparciuch.
- Ino, naprawdę muszę iść. - Przyjdę to skończymy. Zrobiło mi się gorąco na samą myśl. Nie jest jedyną kobietą, z którą sypiałem, ale jest w tym najlepsza.
- Może odwiedzę cię w biurze? - syknęła, próbując powstrzymać chichot. Humorek jej dzisiaj stanowczo dopisuje. Była tak blisko mnie, że czułem jej oddech przy moim uchu. Lekko przegryzła małżowinę uszną. Jej ręce zakleszczyły się teraz na moim czarnym krawacie. Z wdziękiem za nigo pociągła i okręciła sobie mnie wokół palca.
- To nie jest dobry pomysł. - odpowiedziałem stanowczo. Nie chciałbym powtórki z rozrywki, wolę nie dawać prasie powodów, by mieli, o czym namiętnie plotkować. Mój ciepły oddech wylądował na jej czole. Złożyłem na nim namiętny pocałunek, po czym oderwałem ją od siebie.
- Muszę iść. - Dzisiaj przychodzi do nas nowa sekretarka i oczywiście wszystko na mojej głowie. Proszę, nie narób wstydu, przychodząc w samej bieliźnie. - zaśmiałem się, ale byłem całkowicie poważny.
- Mmm.. kuszące. - jąknęła cicho. - Tylko jej nie podrywaj. - zachichotała, wpatrując się w moje czarne tęczówki.
- Tego możesz być pewna. Jej wargi wprost prosiły się o złożenie na nich pocałunku. Nie opierałem się, z trudem go nawet przerwałem. Pośpiesznie zarzuciłem czarną marynarkę, biorąc przy okazji kluczyki do Ferrari.
Czekając na windę, w dalszym ciągu czułem na ustach posmak jej malinowego błyszczyku. Często całuję mnie tak mocno, by szminka zostawiła ślad na moich wargach, jakby chciała dać wszystkim do zrozumienia, że jestem zajęty. Nie musi się bać, że ktoś mnie jej odbierze, bo to niemożliwe. Fakt, wielu kobietom się podobam, ale gdyby poznały mnie bliżej, z pewnością szybko by zrezygnowały z oferty.
Dziś jest szczęśliwy dzień - obyło się bez korków. Bez najmniejszego problemu przejechaliśmy pół miasta. Stanąłem pod wielkim drapaczem chmur. Pogoda dopisywała, chmury były niemal niewidoczne. Jedynym minusem tak parnej temperatury jest to, że w garniturze szybko się pocę, a nie mogę do zdjąć. Muszę się dobrze prezentować, jako prezes i szef na wszelakich rozmowach z klientami.
Promienie słonecznie odbijały się od wszystkich szklanych okien. Było ich bardzo dużo, nie byłbym w stanie ich policzyć nawet, gdybym chciał. Wychodząc z czarnego Ferrari, uderzyła we mnie fala gorąca, ale starałem się o tym nie myśleć. Od razu skierowałem się do głównego wejścia, gdzie witał mnie duży szyld, na którym widniało moje nazwisko. Pociągnąłem srebrną klamkę, tym samym trafiając na wzrok sekretarki.
- Witam Panie Uchiha. - szeroko się uśmiechnęła.
- Masz kluczyki? - zapytałem.
- Tak, oczywiście. Szybko zabrałem swoją własność. Rozpiąłem wreszcie marynarkę, bo jeszcze chwila, a przysięgam, że ugotuję się żywcem.
- Panie Uchiha.. - odwróciłem się patrząc na Mariko. Jest szczupłą wysoką kobietą, o śnieżnobiałych zębach i pełnych wargach. Lubię ją, często pomaga mi z interesami. Ale nie jest moim obiektem zainteresowań.
- Tak?
- Dobrze Pan dziś wygląda. - znów się uśmiechnęła, pesząc się. Gołym okiem można było dostrzec lekkie rumieńce na jej policzkach. - Jak zawsze. - spuściła głowę.
- Dziękuję, Mariko. - posłałem jej zalotny uśmiech. Niech ma. Czasem lubię poflirtować z koleżankami z pracy. Czy to przestępstwo?
Udałem się do windy, w której wisi ogromne lustro - na życzenie Ino. Nie mogła znieść, że nie może przypudrować noska, kiedy chcę mnie odwiedzić. Mój gabinet jest na prawdę wysoko, trochę odizolowany od reszty budynku, bo lubię ciszę i spokój, gdy pracuję. Ostatnio jest to niemożliwe, ponieważ cały czas ktoś, czegoś ode mnie chcę. Niestety, odeszła jedna z moich sekretarek, musiałem dać jej macierzyński. Mój urlop, który spędzałem z Ino na Malediwach - został zakłócony, kiedy Kiba powiadomił mnie o sytuacji. Powierzyłem mu to zadanie i kazałem zatrudnić najbardziej odpowiednią kandydatkę.
Wchodząc do biura przywitała mnie Ten-Ten. Jest moją asystentką i prawą ręką. Pomaga mi w interesach i jest ogromnym wsparciem, gdy Ino wyjeżdża na pokazy. Traktuję ją jak moją starszą siostrę, ponieważ zawsze wszystko wie najlepiej. Potrafi przewidzieć kłopoty, a ja nigdy jej nie słucham.
- Uu, kogo ja widzę. - zaśmiała się. - Znowu zabalowałeś? - skrzyżowała śmiesznie brwi.
- Daj spokój. - syknąłem, chcąc zakończyć temat. - Myślę, że mocna kawa postawi mnie na nogi.
- Haha i myślisz, że ci ją zrobię? - złapała mnie za krawat, zupełnie jak ino. Uwielbia się ze mną drażnić i nie przeoczy okazji, by zakpić z Ino. Dziewczyny nienawidzą się od samego początku, kiedy próbowałem je ze sobą zaprzyjaźnić. Nie palają do siebie miłością, ale to nie przez zazdrość - w żadnym wypadku. Ten-Ten nie gustuję w mężczyznach, dlatego Ino powinna się cieszyć, że to właśnie z Ten-Ten jestem tak blisko. Nie jest dla niej zagrożeniem.
- To masz rację. - wyrwała mnie z rozmyśla, wyszczerzając swoje zęby perfidnie się uśmiechając. - Przyniosę ci zaraz. - skinąłem głową.
- Będę u siebie. Odwróciłem się napięcie i lekko pchnąłem drzwi. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Lekko zawirowało mi w głowie, poczułem przypływ gorąca i spływające kropelki potu po mojej szyi. Próbowałem pozbierać myśli, ale niestety na próżno. W tamtym momencie wszystko przestało się liczyć, sam nie rozumiejąc, tego, co czuję. Straciłem panowanie nad moim ciałem, które prężyło się na widok różowowłosej. Lekkie ukłucie w klatce piersiowej wyrwało mnie z letargu. Skarciłem się w myślach, starając się wyglądać normalnie. Próbowałem wrócić do rzeczywistości i zachowywać się profesjonalnie, jednak coś skutecznie mi to utrudniało. Nie mogłem się na nią patrzeć. Te blade rumieńce na jej policzkach, wygląda na bardzo młodziutką. Mały zgrabny nosek i duże zielone oczy, które podkreślają jej urodę. O włosach nie wspomnę, czy to są jej naturalne? Nigdy nie spotkałem się z takim kolorem u kobiety. Zastanawiałem się tylko, po co jej te duże czarne zerówki. Próbuję dodać sobie inteligencji? Wyższości? Muszę przyznać, że wyglądem grzeszy, ale naprawdę wszystko zależy od jej kwalifikacji. Sekretarka nie musi być seksowna. Z resztą - Sasuke, idioto. - nie powinienem w ogóle myśleć o niej w ten sposób. Mam swoją kobietę, która teraz w domu za pewne już usycha z tęsknoty. Tylko ciekawe za czym: za mną, czy namiętnym seksem?
- Sakura Haruno. - Kiba przerwał niezręczną ciszę. Popatrzyłem na niego ze zdziwieniem.
- Co? - zrobiło mi się głupio, że dałem się tak omotać.
- Sakura Haruno, lat dziewiętnaście. - uśmiechnęła się. - Metr siedemdziesiąt.
- Sasuke Uchiha. - wymusiłem uśmiech, podając jej dłoń. Lekko ją ścisnąłem, patrząc głęboko w jej zielone tęczówki.
- Nigdy nie spotkałam mężczyzny z czarnymi oczami. - znów posłała mi uśmiech nie odrywając ode mnie wzroku ani na moment.
- Czy możesz rozpocząć pracę od zaraz? - zignorowałam jej poprzedni komentarz. Na te słowa różowowłosa zesmutniała.
- Coś nie tak? - wolałem się upewnić.
- Sasuke, to nie tak. - pokręcił głową mój przyjaciel Kiba. - To nie jest nasza nowa sekretarka... - Chciała odbyć staż i przeprowadzić z tobą wywiad... - zatkał uszy, jakby bał się, że zaraz zacznę krzyczeć. Nie rozumiałem zaistniałej sytuacji, ale nie zależy mi na wywiadach. Zależy mi na sekretarce, bez której nasza firma radzi sobie coraz gorzej.
- Saske mam sporo pracy, zajmij się resztą. - puścił mi oczko, a ja skarciłem go wzrokiem i posłałem mu groźny uśmiech, żeby wiedział, że nie ujdzie mu to na sucho. Policzymy się później. Fuknąłem ze złości i rozgoryczenia. Nie mamy czasu na takie pierdoły, czy Kiba zawsze będzie takim lekkomyślnym dupkiem..
- Piękna fotografia. - nim się obróciłem Sakura stała już przy moim biurku. Przejechała palcem po kryształowej ramce.
- Dzięki. - burknąłem.
- Kim jest ta piękna blondynka? Ma piękne oczy, można byłoby w nich utonąć. - znów się uśmiechnęła, a ja patrzałem na nią z niedowierzaniem. Zadaje mi pytania, których nikt wcześniej mi nie zadawał. Szczerze mówiąc, przez długi czas twierdziłem, że nikt mnie nie zrozumie, i zawsze będę sam. Po zdobyciu fortuny, myślałem, że każdemu chodzi wyłącznie o zysk. A kobiety? Mogłem mieć ich na pęczki, gdybym chciał, ale wolałem nie zostawać spoliczkowanym i zwyzywanym od zboczeńców, dlatego nigdy nie doprowadzałem do drugiej randki. Milczałem jak grób, zwykle wszystkie emocje trzymam w sobie. Nie lubię ukazywać ich światu, bo po co? Gdy ludzie za dużo o tobie wiedzą, potrafią wykorzystać to przy każdej okazji. Myślisz, że to przyjaźń na całe życie, a twój przyjaciel, gdy tylko nadarzy się okazja - wskakuję do łóżka z twoją byłą.
- To moja.. - zawahałem się. - Dobra znajoma.
- Aha. - skomentowała, a ja dopiero teraz dostrzegłem o jakie zdjęcie jej chodzi. Ino podarowała mi tę fotografię parę dni temu, a ja nie zdążyłem znaleźć jej odpowiedniego miejsca, więc zostawiłem ją na biurku. Zdjęcie przedstawia nas - namiętnie się całujących na tle zachodu słońca na Malediwach, który zapierał dech w piersiach.
Sam nie wiem co gadam. Bredzę od rzeczy. Nie wiem, dlaczego przy niej chcę dobrze wypaść, ale to dlatego gubię się we własnych myślach.
- Byłeś w Indiach? - przerwała ciszę.
- To część wywiadu? - zachichotałem widząc jej rumieńce.
- Pytam, bo masz tego porcelanowego słonia. - wytrzeszczyłem oczy patrząc na nią ze zdumieniem.
- Mam takiego samego... - wskazała palcem na figurkę. - Babcia przywiozła mi go właśnie z Indii.
- Faktycznie.. jest z Indii. - odparłem po dłuższym zastanowieniu.
Oboje gwałtownie obróciliśmy się na głośny huk otwierających się drzwi. Nie zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem kobietę o długich blond włosach. Jednak ona zdziwiła się bardzo, widząc mnie przy różowowłosej. Zaraz rozpocznie się poligon wojskowy,
- Witaj kochanie, przeszkadzam? - warknęła sarkastycznie mierząc Sakurę wzrokiem.
- Ja tylko.. - przerwałem jej wypowiedź. - Ino, nie rób scen. - To dziennikarka. - rzekłem zgodnie z prawdą.
- Taka młoda? - zakpiła z niej. Przewróciłem oczami, Sakura starała się uniknąć mojego spojrzenia.
- To ja już może pójdę. - wyszeptała.
- To świetny pomysł. - Ino zaakcentowała drugie słowo, po czym rozpromieniła się.
- Obiecuję, dokończymy później. - posłałem jej uśmiech, a ona go odwzajemniła.
Poczułem zapach jej landrynkowych włosów, gdy przeszła obok mnie z taką gracją. Pewnie nawet nie wie, że kusi. Ino zauważyła błysk w moim oku i szybkim krokiem podeszła do mnie.
wie, że kusi. Ino zauważyła błysk w moim oku i szybkim krokiem znalazła się obok mnie.
Zilustrowałem ją dokładnie. Mimo wcześniejszych stwierdzeń, śmiało mogę powiedzieć, że jest piękna. Jej krótka koronkowa bluzka przylegająca do jej wąskiej talii. Przed kolana spódniczka również w białą koronkę. Nie trudno zgadnąć, że pod spodem nie ma nic. Zrobiło mi się gorąco. Mroczki opanowały moje oczy. Nie raz powtarzali, że Ino jest urodzoną modelką i ma idealną figurę co do cala. Jestem szczęściarzem, że to ja nią obracam. Może chamska uwaga, ale właśnie takiego mnie uwielbia.
- Tęskniłeś? - odezwała się zakleszczając jedną dłoń na szyi. Drugą kierowała w kierunku mojego rozporka. Nie protestowałem. Chciałem tego. Cholera, czy ja na prawdę jestem seksoholikiem? Kolejne uzależnienie? Whisky i pejcze mi wystarczą...
Zsunęła moje bokserki najszybciej jak się dało dotykając mojej męskości. Trochę nie odpowiadały mi okoliczności. Zaraz ktoś może wejść. Nie mam, ani kajdanek, ani stymulatorów. Taki seks mi nie wystarcza.
Zacisnęła dłonie na moim przyjacielu poruszając ustami szybciej i wolniej. Och, Ino jesteś wspaniała. Umiesz rozładować mój stres. Niestety nie zdążę ci się odwdzięczyć. Kupę papierków na mnie czeka.
****
- Uu, kogo ja widzę. - zaśmiała się. - Znowu zabalowałeś? - skrzyżowała śmiesznie brwi.
- Daj spokój. - syknąłem, chcąc zakończyć temat. - Myślę, że mocna kawa postawi mnie na nogi.
- Haha i myślisz, że ci ją zrobię? - złapała mnie za krawat, zupełnie jak ino. Uwielbia się ze mną drażnić i nie przeoczy okazji, by zakpić z Ino. Dziewczyny nienawidzą się od samego początku, kiedy próbowałem je ze sobą zaprzyjaźnić. Nie palają do siebie miłością, ale to nie przez zazdrość - w żadnym wypadku. Ten-Ten nie gustuję w mężczyznach, dlatego Ino powinna się cieszyć, że to właśnie z Ten-Ten jestem tak blisko. Nie jest dla niej zagrożeniem.
- To masz rację. - wyrwała mnie z rozmyśla, wyszczerzając swoje zęby perfidnie się uśmiechając. - Przyniosę ci zaraz. - skinąłem głową.
- Będę u siebie. Odwróciłem się napięcie i lekko pchnąłem drzwi. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Lekko zawirowało mi w głowie, poczułem przypływ gorąca i spływające kropelki potu po mojej szyi. Próbowałem pozbierać myśli, ale niestety na próżno. W tamtym momencie wszystko przestało się liczyć, sam nie rozumiejąc, tego, co czuję. Straciłem panowanie nad moim ciałem, które prężyło się na widok różowowłosej. Lekkie ukłucie w klatce piersiowej wyrwało mnie z letargu. Skarciłem się w myślach, starając się wyglądać normalnie. Próbowałem wrócić do rzeczywistości i zachowywać się profesjonalnie, jednak coś skutecznie mi to utrudniało. Nie mogłem się na nią patrzeć. Te blade rumieńce na jej policzkach, wygląda na bardzo młodziutką. Mały zgrabny nosek i duże zielone oczy, które podkreślają jej urodę. O włosach nie wspomnę, czy to są jej naturalne? Nigdy nie spotkałem się z takim kolorem u kobiety. Zastanawiałem się tylko, po co jej te duże czarne zerówki. Próbuję dodać sobie inteligencji? Wyższości? Muszę przyznać, że wyglądem grzeszy, ale naprawdę wszystko zależy od jej kwalifikacji. Sekretarka nie musi być seksowna. Z resztą - Sasuke, idioto. - nie powinienem w ogóle myśleć o niej w ten sposób. Mam swoją kobietę, która teraz w domu za pewne już usycha z tęsknoty. Tylko ciekawe za czym: za mną, czy namiętnym seksem?
- Sakura Haruno. - Kiba przerwał niezręczną ciszę. Popatrzyłem na niego ze zdziwieniem.
- Co? - zrobiło mi się głupio, że dałem się tak omotać.
- Sakura Haruno, lat dziewiętnaście. - uśmiechnęła się. - Metr siedemdziesiąt.
- Sasuke Uchiha. - wymusiłem uśmiech, podając jej dłoń. Lekko ją ścisnąłem, patrząc głęboko w jej zielone tęczówki.
- Nigdy nie spotkałam mężczyzny z czarnymi oczami. - znów posłała mi uśmiech nie odrywając ode mnie wzroku ani na moment.
- Czy możesz rozpocząć pracę od zaraz? - zignorowałam jej poprzedni komentarz. Na te słowa różowowłosa zesmutniała.
- Coś nie tak? - wolałem się upewnić.
- Sasuke, to nie tak. - pokręcił głową mój przyjaciel Kiba. - To nie jest nasza nowa sekretarka... - Chciała odbyć staż i przeprowadzić z tobą wywiad... - zatkał uszy, jakby bał się, że zaraz zacznę krzyczeć. Nie rozumiałem zaistniałej sytuacji, ale nie zależy mi na wywiadach. Zależy mi na sekretarce, bez której nasza firma radzi sobie coraz gorzej.
- Saske mam sporo pracy, zajmij się resztą. - puścił mi oczko, a ja skarciłem go wzrokiem i posłałem mu groźny uśmiech, żeby wiedział, że nie ujdzie mu to na sucho. Policzymy się później. Fuknąłem ze złości i rozgoryczenia. Nie mamy czasu na takie pierdoły, czy Kiba zawsze będzie takim lekkomyślnym dupkiem..
- Piękna fotografia. - nim się obróciłem Sakura stała już przy moim biurku. Przejechała palcem po kryształowej ramce.
- Dzięki. - burknąłem.
- Kim jest ta piękna blondynka? Ma piękne oczy, można byłoby w nich utonąć. - znów się uśmiechnęła, a ja patrzałem na nią z niedowierzaniem. Zadaje mi pytania, których nikt wcześniej mi nie zadawał. Szczerze mówiąc, przez długi czas twierdziłem, że nikt mnie nie zrozumie, i zawsze będę sam. Po zdobyciu fortuny, myślałem, że każdemu chodzi wyłącznie o zysk. A kobiety? Mogłem mieć ich na pęczki, gdybym chciał, ale wolałem nie zostawać spoliczkowanym i zwyzywanym od zboczeńców, dlatego nigdy nie doprowadzałem do drugiej randki. Milczałem jak grób, zwykle wszystkie emocje trzymam w sobie. Nie lubię ukazywać ich światu, bo po co? Gdy ludzie za dużo o tobie wiedzą, potrafią wykorzystać to przy każdej okazji. Myślisz, że to przyjaźń na całe życie, a twój przyjaciel, gdy tylko nadarzy się okazja - wskakuję do łóżka z twoją byłą.
- To moja.. - zawahałem się. - Dobra znajoma.
- Aha. - skomentowała, a ja dopiero teraz dostrzegłem o jakie zdjęcie jej chodzi. Ino podarowała mi tę fotografię parę dni temu, a ja nie zdążyłem znaleźć jej odpowiedniego miejsca, więc zostawiłem ją na biurku. Zdjęcie przedstawia nas - namiętnie się całujących na tle zachodu słońca na Malediwach, który zapierał dech w piersiach.
Sam nie wiem co gadam. Bredzę od rzeczy. Nie wiem, dlaczego przy niej chcę dobrze wypaść, ale to dlatego gubię się we własnych myślach.
- Byłeś w Indiach? - przerwała ciszę.
- To część wywiadu? - zachichotałem widząc jej rumieńce.
- Pytam, bo masz tego porcelanowego słonia. - wytrzeszczyłem oczy patrząc na nią ze zdumieniem.
- Mam takiego samego... - wskazała palcem na figurkę. - Babcia przywiozła mi go właśnie z Indii.
- Faktycznie.. jest z Indii. - odparłem po dłuższym zastanowieniu.
Oboje gwałtownie obróciliśmy się na głośny huk otwierających się drzwi. Nie zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem kobietę o długich blond włosach. Jednak ona zdziwiła się bardzo, widząc mnie przy różowowłosej. Zaraz rozpocznie się poligon wojskowy,
- Witaj kochanie, przeszkadzam? - warknęła sarkastycznie mierząc Sakurę wzrokiem.
- Ja tylko.. - przerwałem jej wypowiedź. - Ino, nie rób scen. - To dziennikarka. - rzekłem zgodnie z prawdą.
- Taka młoda? - zakpiła z niej. Przewróciłem oczami, Sakura starała się uniknąć mojego spojrzenia.
- To ja już może pójdę. - wyszeptała.
- To świetny pomysł. - Ino zaakcentowała drugie słowo, po czym rozpromieniła się.
- Obiecuję, dokończymy później. - posłałem jej uśmiech, a ona go odwzajemniła.
Poczułem zapach jej landrynkowych włosów, gdy przeszła obok mnie z taką gracją. Pewnie nawet nie wie, że kusi. Ino zauważyła błysk w moim oku i szybkim krokiem podeszła do mnie.
wie, że kusi. Ino zauważyła błysk w moim oku i szybkim krokiem znalazła się obok mnie.
Zilustrowałem ją dokładnie. Mimo wcześniejszych stwierdzeń, śmiało mogę powiedzieć, że jest piękna. Jej krótka koronkowa bluzka przylegająca do jej wąskiej talii. Przed kolana spódniczka również w białą koronkę. Nie trudno zgadnąć, że pod spodem nie ma nic. Zrobiło mi się gorąco. Mroczki opanowały moje oczy. Nie raz powtarzali, że Ino jest urodzoną modelką i ma idealną figurę co do cala. Jestem szczęściarzem, że to ja nią obracam. Może chamska uwaga, ale właśnie takiego mnie uwielbia.
- Tęskniłeś? - odezwała się zakleszczając jedną dłoń na szyi. Drugą kierowała w kierunku mojego rozporka. Nie protestowałem. Chciałem tego. Cholera, czy ja na prawdę jestem seksoholikiem? Kolejne uzależnienie? Whisky i pejcze mi wystarczą...
Zsunęła moje bokserki najszybciej jak się dało dotykając mojej męskości. Trochę nie odpowiadały mi okoliczności. Zaraz ktoś może wejść. Nie mam, ani kajdanek, ani stymulatorów. Taki seks mi nie wystarcza.
Zacisnęła dłonie na moim przyjacielu poruszając ustami szybciej i wolniej. Och, Ino jesteś wspaniała. Umiesz rozładować mój stres. Niestety nie zdążę ci się odwdzięczyć. Kupę papierków na mnie czeka.
****
Subskrybuj:
Posty (Atom)